Skip to main content

„Dom zły” w Janikach Wielkich (warmińsko-mazurskie)

W poniedziałek kilka minut po północy iławska policja otrzymała zgłoszenie o napaści na małżeństwo seniorów w jednym z domów na terenie gminy Zalewo. Funkcjonariuszy natychmiast wysłano na miejsce, jednak było już za późno… Na miejscu znaleziono martwe małżeństwo, 77-letniego mężczyznę i 71-letnią kobietę z widocznymi ranami szyi u obydwu ofiar. Jak ustalono tuż przed przyjazdem policji z miejsca zdarzenia oddalił się syn małżeństwa, został zatrzymany w województwie zachodnio-pomorskim, 400km od swojego rodzinnego domu. Jak na razie jest głównym podejrzanym, prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa.

Niezwykłe pytania rodzą się w naszych głowach przy tego typu zbrodniach, kiedy to rodzic zabija swoje dziecko, bądź jak w tym przypadku syn własnych rodziców. Tego scenariusza śledczy oraz prokuratura jeszcze nie potwierdzili jednak wydaje się on być bardzo prawdopodobny.

Nie jest to całkiem odosobniony przypadek. Warto wspomnieć tutaj o sytuacji z 2014 roku kiedy to nastolatek za namową swojej dziewczyny bestialsko zaszlachtował swoich śpiących rodziców. Sytuacja wydarzyła się w Rakowiskach – małej i spokojnej miejscowości pod białą podlaską. Wówczas psychologowie oraz psychiatrzy zachodzili w głowę, jak wielki wpływ na jedną osobę może wywrzeć druga – zaburzona osoba posługująca się manipulacją. Z zeznań znajomych nastoletniej pary z tamtych lat wynika, że dziewczyna miała skłonności do manipulacji innymi. W swoich social mediach pojawiały się niepokojące treści, noże, krew, morderstwa, ilustracje obrażające katolików.  Nawoływała do przemocy, utrzymywała stosunki seksualne z niespełna 15-letnią dziewczyną, notorycznie wagarowała oraz zażywała narkotyki. Za te czyny została wcześniej skazana na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Niczego ją to nie nauczyło – namówiła swojego partnera do zabójstwa jego własnych rodziców…

Jak było w przypadku morderstwa w Janikach Wielkich? Statystki takich zdarzeń możemy podzielić na przypadki kiedy rodzicobójstwa dokonują nastoletnie dzieci oraz osoby mające rodziców w podeszłym wieku tak jak w tym przypadku.

Motywy nastolatków to najczęściej:

- przemoc domowa i obrona własna

- zemsta lub nienawiść

- chęć uwolnienia się od kontroli

- korzyści materialne

- zaburzenia psychiczne

- wpływ substancji psychoaktywnych

- zainspirowanie mediami lub popkulturą

U osób dorosłych motywy są bardziej „konkretne”, poza zaburzeniami psychologicznymi czy uzależnieniami najczęściej chodzi o:

- konflikt o pieniądze, majątek czy spadek

- długotrwałe napięcia rodzinne

- wypalenie związane z opieką nad starzejącymi się rodzicami.

Prawdopodobnie właśnie na takie aspekty prokuratura zwróci uwagę na samym początku – na korzyści, jakie mógł zyskać syn zamordowanych, a jeśli którekolwiek z nich się potwierdzą będzie to ogromne obciążenie na zatrzymanym – nawet jeśli śledczy nie znajdą narzędzia zbrodni, które można byłoby z nim powiązać.

Będziemy dla Was aktualizować informację z tego śledztwa na bieżąco. 

  • Hits: 427

Brutalny gwałt w Lubinie - kolejny raz recydywista z Mołdawii na celowniku

W Lubinie wydarzyła się straszna rzecz. Dwóch obywateli Mołdawii brutalnie pobiło i zgwałciło swoją rodaczkę w hotelu robotniczym.
Co szczególnie niepokojące - jeden z nich, 33-letni Artur B., to recydywista, który był wcześniej skazany za zabójstwo w swoim kraju i odsiedział 8 lat więzienia. Teraz odpowie za kolejne przestępstwo - tym razem w Polsce.

Sprawcy zostali zatrzymani i tymczasowo aresztowani, ale to wydarzenie stawia poważne pytania:
Czy system kontroli i bezpieczeństwa w Polsce działa tak, jak powinien?
Czy da się zapobiec takim tragediom?
Jak możemy lepiej chronić ludzi przed przestępcami z kryminalną przeszłością, którzy wciąż funkcjonują w naszym kraju?

Na myśl przychodzi też inna głośna sprawa - obywatel Mołdawii, który po przyjeździe do Polski dokonał brutalnego zabójstwa i został skazany na dożywocie.

Kraje mogą odmówić wjazdu osób z kryminalną przeszłością, ale musi być o takich osobach odpowiednia „notka”. Jednak najczęściej działa to wtedy gdy widnieje międzynarodowe zgłoszenie o przestępstwie - po odbyciu wyroku, takie zgłoszenia są usuwane, a formalnie osoba uznawana jest za „czystą”.


W praktyce więc - ktoś, kto odsiadując 8 lat za zabójstwo, opuszcza więzienie - może legalnie przekroczyć granicę, np. do Polski, i rozpocząć nowe życie, nie tylko w swoim kraju, również za granicą.

Ale czy to wystarcza?
Może po tak ciężkich wyrokach powinien istnieć obowiązek wykonania wszelkich badań psychologicznych i wieloetapowej obserwacji specjalistycznej, zanim ktoś zostanie dopuszczony do pracy i życia w społeczeństwie, skąd pewność o resocjalizacji, która tak rzadko ma miejsce u osób, które dopuszczają się najcięższych zbrodni?

To nie jest nagonka na Mołdawię czy na kogokolwiek z zagranicy.
Chodzi o fundamentalną kwestię bezpieczeństwa.
Osoby z poważną kryminalną przeszłością – niezależnie od kraju pochodzenia - powinny być odpowiednio weryfikowane, zanim zostaną wpuszczone do naszego kraju.

Różnice kulturowe często bywają przyczyną konfliktów, a my tu mówimy o czymś znacznie poważniejszym - o człowieku, który przyjechał do Polski, a w swoim kraju popełnił ciężkie przestępstwo.

Oczywiście - każdy zasługuje na drugą szansę i możliwość zmiany.
Jednak czy zawsze możemy być pewni, że resocjalizacja nastąpi?
I czy mimo wszystko nie powinniśmy zadbać o bezpieczeństwo społeczeństwa?

To nie jest problem tylko Polski.
Takie mechanizmy powinny działać w każdej odpowiedzialnej demokracji - również w drugą stronę. Gdyby to Polak z wyrokiem chciał wjechać do innego państwa, oczekiwalibyśmy tam równie ścisłych procedur.

Warto o tym rozmawiać - to nie kwestia narodowości, tylko bezpieczeństwa.

  • Hits: 479

Czy prezydent może być podsłuchiwany? Cyfrowe zagrożenie staje się realne

Czy prezydent może być podsłuchiwany? Cyfrowe zagrożenie staje się realne
 
Czy służby – własne lub obce – mogą podsłuchiwać przyszłego prezydenta Polski? Tak. I nie potrzeba już do tego mikrofonów ani Pegasusa. Wystarczy dostęp do telefonu, luka w aplikacji, nieuwaga.
 
Na jednym z najnowszych zdjęć prezydenta elekta Karola Nawrockiego widać jego telefon z otwartym Messengerem. To nie detal. To realne zagrożenie – bo dziś cały świat prezydenta mieści się w smartfonie: rozmowy, maile, dane bankowe, decyzje.
 
Przypadek Donalda Tuska, który publicznie ujawnił PIN do telefonu, pokazuje, że zagrożenie nie wynika z technologii, ale z braku cyfrowej dyscypliny.
 
A same aplikacje? Każda ma swoje wady:
 
Messenger – brak domyślnego szyfrowania,
 
Telegram – szyfrowanie tylko w „czatach prywatnych”, infrastruktura pod wpływem Rosji,
 
Signal – uznawany za bezpieczny, ale działa na serwerach w USA i podlega tamtejszemu prawu,
 
UseCrypt – jedyne suwerenne, polskie rozwiązanie, ale zlekceważone przez instytucje i zduszone brakiem wsparcia.
 
 
Dlatego ochrona głowy państwa musi być systemowa:
 
brak zdjęć z widocznym ekranem,
 
rozdzielenie urządzeń prywatnych i służbowych,
 
edukacja otoczenia,
 
i korzystanie z bezpiecznych, niezależnych rozwiązań.
 
 
W XXI wieku prawdziwa niepodległość zaczyna się od cyfrowego bezpieczeństwa. A Polska zasługuje na prezydenta, który to rozumie – i działa.
  • Hits: 485

Duda nie żyje. Tragiczny finał kompromitacji polskich służb

Małopolska, lato 2025 roku. Przez kilka dni cała Polska z zapartym tchem śledziła obławę na 57-letniego Tadeusza Dudę – mężczyznę, który z zimną krwią zamordował swoją córkę i zięcia, postrzelił teściową, a następnie zniknął w okolicznych lasach, skutecznie ośmieszając setki funkcjonariuszy i nowoczesne technologie użyte w poszukiwaniach.

Dziś wiemy już, że Duda nie żyje. Jego ciało znaleziono w pobliżu jednej z lokalnych dróg. Najprawdopodobniej sam odebrał sobie życie. Czy to oznacza sukces służb? Wręcz przeciwnie – to brutalny dowód ich bezradności.

Śmigłowce, drony, kontrterroryści – a morderca nieuchwytny

Do obławy ruszyły wszystkie możliwe siły: 840 policjantów, policyjne i wojskowe śmigłowce, psy tropiące, służby specjalne, antyterroryści, wojskowe drony. Według zapewnień władz – sprzęt, jaki niejednokrotnie wykorzystywano podczas walk z najgroźniejszymi przestępcami i terrorystami.

Efekt? 57-latek ze sztucerem przez kilka dni skutecznie wymykał się obławie. Jak relacjonowali mieszkańcy, Duda potrafił niespodziewanie wyjść z ukrycia, oddać kilka strzałów w stronę policjantów i ponownie rozpłynąć się w gęstwinie lasów.

W okolicy zapanował strach. Ludzie zamykali się w domach. Wsie i miasteczka wyglądały jak sparaliżowane. To, co miało być pokazem skuteczności państwa, szybko zamieniło się w spektakularną kompromitację transmitowaną na żywo.

"Krakowski szeryf" i desperacka nagroda

Kiedy stało się jasne, że mimo ogromnych sił i środków służby nie mają nawet cienia tropu, Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie, insp. Artur Bednarek, podjął decyzję o wyznaczeniu nagrody w wysokości 50 tysięcy złotych za wskazanie miejsca pobytu Dudy.

Dla wielu mieszkańców był to wyraźny sygnał: służby są bezradne. Plakaty, nagrody, komunikaty w mediach – cała sytuacja zaczęła przypominać klimaty z Dzikiego Zachodu, gdzie za głowy przestępców rozpisywano listy gończe.

Problem w tym, że jesteśmy w XXI wieku, w środku Unii Europejskiej, a nie w westernie.

Tragiczny finał pod nosem policji

Ostatecznie to nie policyjna akcja, a przypadek zakończył poszukiwania. Ciało Dudy znaleziono niedaleko drogi, po której każdego dnia przemieszczały się policyjne patrole. Z ustaleń śledczych wynika, że najprawdopodobniej sam się zastrzelił.

Mimo to zorganizowano konferencję prasową. Komendant Bednarek z uśmiechem ogłosił mieszkańcom, że mogą "spać spokojnie". Wśród opinii publicznej takie słowa wywołały raczej złość i niedowierzanie niż ulgę.

Bo sukcesem trudno nazwać odnalezienie ciała poszukiwanego, którego przez kilka dni nie potrafiono zlokalizować, mimo użycia najnowocześniejszych technologii i setek funkcjonariuszy.

System, który nie chroni

Sprawa Dudy jest kolejnym bolesnym przykładem na to, jak iluzoryczna bywa ochrona, jaką gwarantować ma polskie prawo. Mężczyzna od lat terroryzował rodzinę. Miał sądowy zakaz zbliżania się, była założona niebieska karta, dochodziło do policyjnych kontroli.

To wszystko jednak nie wystarczyło, by zapobiec tragedii. Jak się okazało, zakaz zbliżania się stał się jedynie kolejnym zapalnikiem.

Trudno nie przypomnieć w tym kontekście sprawy tragicznej śmierci małego Kamilka z Częstochowy. Katowany na śmierć chłopiec wielokrotnie uciekał z domu, a służby – zamiast go chronić – odprowadzały z powrotem do oprawcy.

Procedury istniały. System działał – na papierze. A efekt? Kolejne ofiary.

Co dalej?

Sytuacja z Małopolski powinna stać się dla decydentów brutalnym sygnałem alarmowym. Jeśli 57-latek z karabinem potrafił przez kilka dni wymykać się wojsku, policji, psom tropiącym i dronom, to co stanie się, gdy rzeczywiście będziemy musieli zmierzyć się z poważniejszym zagrożeniem?

Czy polskie służby są gotowe na walkę z zorganizowaną przestępczością? Z atakiem terrorystycznym? A może – choć to dziś brzmi jak czarny scenariusz – z realnym konfliktem zbrojnym?

Bo jak pokazują ostatnie wydarzenia, póki co najlepiej wychodzi im... wystawianie mandatów za źle zaparkowane czołgi.

  • Hits: 502

Tajemnicza śmierć dyrektora NCBR. Zaczynamy śledztwo

W czasach, gdy bezpieczeństwo narodowe i innowacje technologiczne stają się jednymi z najbardziej wrażliwych obszarów funkcjonowania państwa, Polska zmaga się z niepokojącym zdarzeniem, które rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Kilka dni temu, w tajemniczych okolicznościach, zaginął Maciej Grzegorzewski — dyrektor w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. To nie jest zwykły urzędnik. To człowiek, który miał dostęp do kluczowych projektów badawczych, także tych o znaczeniu wojskowym. Do tematów, o których przeciętny obywatel nawet nie usłyszy.

Grzegorzewski ostatni raz był widziany w Józefowie, tuż nad Wisłą. 22 czerwca nad ranem zostawił samochód w nietypowym miejscu w okolicach rzeki. Bez śladów walki, bez porzuconych rzeczy osobistych. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania — psy tropiące, drony, wojsko, strażacy, nurkowie. Przez kilka dni cała okolica była przeczesywana. W końcu odnaleziono ciało. Oficjalnie: przyczyna śmierci nieznana. Czekamy na wyniki sekcji zwłok.

Na pierwszy rzut oka sugerowano nieszczęśliwy wypadek. Ale im głębiej przyglądamy się tej sprawie, tym więcej niepokojących szczegółów wychodzi na jaw.

Zbyt wiele zbiegów okoliczności?

W czasach, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się wojna, Rosja prowadzi w Polsce działania sabotażowe, rośnie liczba cyberataków, a destabilizacja wewnętrzna staje się realnym zagrożeniem — ginie nagle osoba z dostępem do strategicznych informacji. I to w okolicznościach, które trudno nazwać zwykłym przypadkiem.

Czy naprawdę wierzymy, że wysoko postawiony urzędnik, mający wgląd w tajne projekty, nagle o świcie wsiada do samochodu, jedzie sam nad rzekę i znika? Bez żadnego logicznego powodu, bez powiadomienia rodziny? A potem ginie? Przypadek? Zbieg okoliczności? W takim klimacie geopolitycznym?

Trudno nie przypomnieć sobie równie tajemniczego przypadku sprzed lat. W 2009 roku zaginął szyfrant Służby Wywiadu Wojskowego, 52-letni mężczyzna z Warszawy. Wyszedł z mieszkania na Gocławiu i ślad po nim zaginął. Oficjalnie sugerowano problemy osobiste. Nieoficjalnie — do dziś wiele osób uważa, że to nie była cała prawda.

Dwa przypadki. Dwa zniknięcia ludzi z dostępem do informacji, które w obecnych czasach mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Dwie sprawy pełne niewiadomych.

Nie twierdzimy, że te wydarzenia są ze sobą powiązane. Ale dziś, w obliczu wzmożonych działań obcych służb i niepokoju społecznego, warto być czujnym i zadawać pytania, nawet jeśli te pytania są niewygodne.

Czas na Detektywa na miejscu

Jako zespół Czas na Detektywa nie zamierzamy biernie przyglądać się tej sprawie. Dlatego jesteśmy na miejscu w Józefowie. Rozmawiamy z mieszkańcami. Analizujemy każdy szczegół. Szukamy informacji o tym, co działo się przed zaginięciem. Jakie projekty prowadził Maciej Grzegorzewski? Kto mógł mieć w tym interes? Czy rzeczywiście był to tylko tragiczny wypadek?

Ta historia nie może zniknąć w medialnym szumie. I my na to nie pozwolimy.

Jeśli masz informacje w tej sprawie, zauważyłeś coś niepokojącego, albo uważasz, że powinno się o niej mówić głośniej — skontaktuj się z nami. Każda wskazówka ma znaczenie.

W czasach, gdy pozornie przypadkowe tragedie coraz częściej mają drugie dno — nie stać nas na milczenie.

 

  • Hits: 530