Skip to main content

Tajemnicza śmierć dyrektora NCBR. Zaczynamy śledztwo

W czasach, gdy bezpieczeństwo narodowe i innowacje technologiczne stają się jednymi z najbardziej wrażliwych obszarów funkcjonowania państwa, Polska zmaga się z niepokojącym zdarzeniem, które rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Kilka dni temu, w tajemniczych okolicznościach, zaginął Maciej Grzegorzewski — dyrektor w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. To nie jest zwykły urzędnik. To człowiek, który miał dostęp do kluczowych projektów badawczych, także tych o znaczeniu wojskowym. Do tematów, o których przeciętny obywatel nawet nie usłyszy.

Grzegorzewski ostatni raz był widziany w Józefowie, tuż nad Wisłą. 22 czerwca nad ranem zostawił samochód w nietypowym miejscu w okolicach rzeki. Bez śladów walki, bez porzuconych rzeczy osobistych. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania — psy tropiące, drony, wojsko, strażacy, nurkowie. Przez kilka dni cała okolica była przeczesywana. W końcu odnaleziono ciało. Oficjalnie: przyczyna śmierci nieznana. Czekamy na wyniki sekcji zwłok.

Na pierwszy rzut oka sugerowano nieszczęśliwy wypadek. Ale im głębiej przyglądamy się tej sprawie, tym więcej niepokojących szczegółów wychodzi na jaw.

Zbyt wiele zbiegów okoliczności?

W czasach, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się wojna, Rosja prowadzi w Polsce działania sabotażowe, rośnie liczba cyberataków, a destabilizacja wewnętrzna staje się realnym zagrożeniem — ginie nagle osoba z dostępem do strategicznych informacji. I to w okolicznościach, które trudno nazwać zwykłym przypadkiem.

Czy naprawdę wierzymy, że wysoko postawiony urzędnik, mający wgląd w tajne projekty, nagle o świcie wsiada do samochodu, jedzie sam nad rzekę i znika? Bez żadnego logicznego powodu, bez powiadomienia rodziny? A potem ginie? Przypadek? Zbieg okoliczności? W takim klimacie geopolitycznym?

Trudno nie przypomnieć sobie równie tajemniczego przypadku sprzed lat. W 2009 roku zaginął szyfrant Służby Wywiadu Wojskowego, 52-letni mężczyzna z Warszawy. Wyszedł z mieszkania na Gocławiu i ślad po nim zaginął. Oficjalnie sugerowano problemy osobiste. Nieoficjalnie — do dziś wiele osób uważa, że to nie była cała prawda.

Dwa przypadki. Dwa zniknięcia ludzi z dostępem do informacji, które w obecnych czasach mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Dwie sprawy pełne niewiadomych.

Nie twierdzimy, że te wydarzenia są ze sobą powiązane. Ale dziś, w obliczu wzmożonych działań obcych służb i niepokoju społecznego, warto być czujnym i zadawać pytania, nawet jeśli te pytania są niewygodne.

Czas na Detektywa na miejscu

Jako zespół Czas na Detektywa nie zamierzamy biernie przyglądać się tej sprawie. Dlatego jesteśmy na miejscu w Józefowie. Rozmawiamy z mieszkańcami. Analizujemy każdy szczegół. Szukamy informacji o tym, co działo się przed zaginięciem. Jakie projekty prowadził Maciej Grzegorzewski? Kto mógł mieć w tym interes? Czy rzeczywiście był to tylko tragiczny wypadek?

Ta historia nie może zniknąć w medialnym szumie. I my na to nie pozwolimy.

Jeśli masz informacje w tej sprawie, zauważyłeś coś niepokojącego, albo uważasz, że powinno się o niej mówić głośniej — skontaktuj się z nami. Każda wskazówka ma znaczenie.

W czasach, gdy pozornie przypadkowe tragedie coraz częściej mają drugie dno — nie stać nas na milczenie.

 

  • Hits: 531